Jesteśmy w drodze

Jesteśmy w drodze
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkoła Słowa Bożego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkoła Słowa Bożego. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 listopada 2014

O Eucharystii w listopadowej Szkole Słowa

Mt 26,26-29 „ Ostatnia Wieczerza – uobecnienie Największej Miłości”

  • Czym jest pierwsza Uczta Nowego Przymierza i ostatnia Uczta Starego Przymierza ?
  • Jak w Jezusie wypełniają się Pisma Starego Testamentu ?
  • Czy uświadamiamy sobie , że podczas każdej Eucharystii, w momencie Przeistoczenia, urzeczywistnia się to samo, co ponad 2000 lat temu podczas Ostatniej Wieczerzy ?
  • Czy mamy świadomość znaczenia i głębi znaków, dokonujących się na Mszy Św. ?
  • Ile rozumiemy z Eucharystii?

Między innymi te pytania postawił nam ks. Jan na początku naszej niedzielnej medytacji.
Dla lepszego zobrazowania tematu, ksiądz wprowadził nas w żydowski kontekst Uczty Paschalnej Starego Przymierza. ( Wyj 1,8-14 ; Wyj 12 ; Ps 114-118 )
Bez niego nie można zrozumieć tego, co wydarzyło się w czasie Ostatniej Wieczerzy.

Cały rytuał starotestamentalnej Uczty Paschalnej był ustalony z góry, niewiele tam było spontaniczności i swobody.
Jezus natomiast, nieoczekiwanie czyni coś, co wprawia w zdumienie i zaskoczenie wszystkich obecnych uczniów.
Biorąc do ręki chleb, potem wino w kielichu – wypowiada zupełnie inne słowa, nadaje im zupełnie nowy sens, treść..nową jakość..
Nikt przecież nigdy w historii nie powiedział, że jest to JEGO CIAŁO i JEGO KREW, że to jest ON.
Dlatego właśnie, jesteśmy jakby wszczepieni w tamtą Ucztę Starego Przymierza, ale dzięki nigdy wcześniej nieużywanym gestom i słowom Jezusa, jest to jednocześnie Nowa Uczta – mająca zupełnie inną istotę, nową treść i wydźwięk.

  • Jak w Jezusie wypełniają się Pisma Starego Testamentu

1. Odrębne wspominanie o ciele oraz o krwi
Tu ksiądz podał dwa przykłady ze Starego Testamentu ( Kpł 17, 5-6 oraz PwP 12, 20-27 ), mówiące o ofiarniczym rytuale Izraela, przedstawiające właśnie oddzielenie ciała od krwi ofiarniczej.
Ale się wystrzegaj spożywania krwi, bo we krwi jest życie, i nie będziesz spożywał życia razem z ciałem.” ( PwP 12, 23 )

Jezus bardzo świadomie, łamiąc chleb nawiązuje do tych znaków i gestów – ale mówi ,że to ON jest tą Ofiarą, Barankiem.
Słowa Jezusa o krwi, która 'za wielu jest wylewana' ( Mt 26,28 ) - są aluzją do krwi ofiarniczej, rozlewanej na 'ołtarzu Pana' z księgi Powtórzonego Prawa

Dziś Jezus wylewa swoją Krew za mnie !

2. Nawiązanie do Przymierza Synajskiego
To jest Moja krew Przymierza „ ( Mt 26,28 )

Mojżesz wziął krew i pokropił nią lud, mówiąc: «Oto krew przymierza, które Pan zawarł z wami na podstawie wszystkich tych słów” ( Wj 24,8 )

Jezus odwołuje się do tego starotestamentalnego Przymierza, ale też mówi o Nowym Przymierzu – Jego Krew „ za wielu jest wylewana na odpuszczenie grzechów”.

3. Ustanowienie Nowego i Wiecznego Przymierza, w miejsce Starego.

Lecz takie będzie przymierze, jakie zawrę z domem Izraela po tych dniach - wyrocznia Pana: Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu.
Będę im Bogiem, oni zaś będą mi narodem”. ( Jr 31,33 )

Prorok Jeremiasz przywołuje Przymierze Synajskie, które było łamane wiele razy.
Wraz z przyjściem Jezusa, prawo ma być wypisane nie na kamiennych tablicach, ale w moim wnętrzu.

Na ile to Prawo Boże, Prawo Miłości, Prawo Ewangelii – jest już wypisane w moim sercu?

4. Jezus jest doskonałym Sługą Pańskim, który przez swoją Mękę i Śmierć sam staje się Przymierzem i Światłością dla świata.

W pierwszej Pieśni o Słudze Pańskim czytamy :
Ja, Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem,
ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności.” ( Iz 42, 6-7 )

To właśnie Jezus – jako Sługa Pański, posłany jest po to, aby tego dokonać; to w Nim spełnia się wszystko, co zostało zapisane w Starym Testamencie. Jezus sam staje się Przymierzem, wydaje nam Siebie, jako Sługa..
Pan Jezus nie stawia nam żadnych granic, barier – to tylko od naszej wolnej woli zależy, czy i jak Go przyjmiemy w naszych sercach...

5. Jezus wynagradza za ludzkie grzechy.

W czwartej Pieśni o Słudze czytamy z kolei :

„S
podobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem. Jeśli On wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży, a wola Pańska spełni się przez Niego.
P
o udrękach swej duszy, ujrzy światło i nim się nasyci. Zacny mój Sługa usprawiedliwi wielu, ich nieprawości On sam dźwigać będzie. Dlatego w nagrodę przydzielę Mu tłumy,
i posiądzie możnych jako zdobycz, za to, że Siebie na śmierć ofiarował i policzony został pomiędzy przestępców. A On poniósł grzechy wielu, i oręduje za przestępcami.” ( Iz 53,10-12 )

Jezus wchodzi w miejsce wszystkich ofiar Starego Testamentu.
Jezus przyjmuje na siebie mój grzech, On niesie na Sobie mój grzech...Całe zło tego świata uderza w Jezusa..
Eucharystia – jak piorunochron 'uziemia' to zło..

6. Jezus jest Bożą Sprawiedliwością i Bożym Miłosierdziem.

W tej samej czwartej pieśni o Słudze Pańskim, nieco wyżej czytamy:

Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem,
jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic.
Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści ,a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego. Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie.” ( Iz 53, 3-5 )

Sprawiedliwość pojmowana biblijnie, to dużo więcej niż zwykła równość – to życie zgodne z Prawem Boga. Sprawiedliwość – Miłość – Miłosierdzie..
To właśnie w Jezusie Bóg objawia swoje Miłosierdzie.. Moje usprawiedliwienie...odpuszczenie grzechów..Zbawienie..

7. Dzięki uniwersalnej ofierze Zbawienia – usprawiedliwienie dociera do wszystkich krańców ziemi..


To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło
aż do krańców ziemi” ( Iz 49,6 )

Raz dokonana Ofiara Krzyża, będzie uobecniana aż po wszystkie czasy, dla wszystkich narodów. Każdy z nas może zanurzyć się w tej Ofierze i mieć ' ścieżkę dostępu' do Zbawienia. Wszędzie tam , gdzie sprawowana jest Eucharystia – jest taka możliwość.
Eucharystia nie tylko zapowiada Mękę i Śmierć – lecz JUŻ stanowi z Nią nierozerwalną całość.
W każdej Eucharystii – uobecnia się SAM JEZUS. Jest REALNY I RZECZYWISTY.
Czy mam świadomość, że po każdej Komunii św. - staję się 'żywą monstrancją', w której mieszka BÓG ?

Podsumowując, ks. Jan - za francuskim noblistą F. Mauriac - pytał nas.. „ Co rozumieli uczniowie, którzy przed chwila spożywali to Ciało i Krew ? Syn Człowieczy był z nimi przy stole i jednocześnie każdy z nich czuł Go w sobie samym.. czuł jak pulsuje życiem, jak goreje niby płomień, który jest orzeźwieniem i rozkoszą. Po raz pierwszy na tym świecie dokonał się cud posiadania Tego, którego się umiłowało, wcielenia się w Niego, żywienia się Nim, zjednoczenia się z Jego istotą, przekształcenia się w Jego żywą miłość.”


Joasia

Kochani, jeśli umknął naszej uwadze film "Największy z cudów", to myślę, że warto dotrzeć do jego wersji na DVD - tutaj możemy obejrzeć zwiastun i przeczytać kilka słów wprowadzenia:
Sądzę, że obejrzenie tego filmu może nam pomóc w jeszcze pełniejszym, bardziej świadomym przeżywaniu Mszy Świętej.
Dorota

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Konieczność wysiłku dla Królestwa Bożego (Mt 25, 14 - 30)

Tematem lipcowych rozważań Szkoły Słowa Bożego była kolejna przypowieść Jezusa, którą jeszcze w ostatnich dniach swojej działalności, czyli tuż przed Męką, zdążył opowiedzieć uczonym w Piśmie i faryzeuszom. Zasadniczo Jezus kieruje tę przypowieść do osób wykształconych i wówczas posiadających niejako największą wiedzę teologiczną. Jednakże niekoniecznie musi być ta przypowieść kierowana pod adresem przeciwników Jezusa, ponieważ zawarte w niej nauczanie równie dobrze może dotyczyć każdego z nas. Tak więc śmiało możemy uważać, że jak najbardziej skierowana jest ona również do nas. Bo to przecież my, wierzący w Jezusa, w naszym życiu chrześcijańskim jesteśmy w formacji, czyli od katechizacji, aż do dojrzałości chrześcijańskiej.
I w tej przypowieści Jezus posługuje się pewnym obrazem relacji, porównując siebie, albo raczej Swego Ojca, czyli Boga-Stwórcę, do pana domu, który powierza swój majątek swoim sługom i wyjeżdża. A jest to znana nam już dość dobrze przypowieść o talentach. Przypowieść ta jest właśnie tak skonstruowana, aby zobrazować to, co jest w życiu najważniejsze, czyli miłość Boga i bliźniego. I na przykładzie owego pana, który odjeżdżając przywołał swoje sługi i przekazał im swe dobra, Jezus pragnie ukazać to, jak koniec naszego życia będzie podobny do losu owych sług, gdy ich pan powróci z dalekiej podróży. Używając takiego porównania Jezus chce również ukazać wiernym obraz Sądu Ostatecznego i rozliczenie przed panem, czyli przed samym Bogiem, z powierzonych nam ewangelicznych talentów, a ściślej mówiąc ze swojego życia.
Od razu daje się w tej przypowieści zauważyć, że pan domu nie wydaje specjalnych dyspozycji, tylko pozostawia swoim powiernikom wolną rękę. Przedstawione tu powierzone talenty mogą symbolizować dary Boże, jakie Bóg złożył w każdym z nas, i które mamy rozwijać. Są one również niejako alegorią całego życia człowieka. Rzecz jest natomiast w tym, co człowiek z tymi darami Bożymi, czyli ze swoimi zdolnościami uczyni i co też uczyni on ze swoim życiem – czyli czy je rozwinie, ubogaci bardziej, czy też może niestety nie uczyni z nim nic i swoich zdolności nie rozwinie.
W przypowieści tej ukazane są różne postawy sług, którym ich pan powierzył swoje dobra. Dwóch z nich było na tyle domyślnych, że pomnożyli powierzony im majątek. Uczynili to odpowiednio do ilości powierzonego im mienia. Natomiast trzeci z nich postąpił zupełnie inaczej. Postawa trzeciego sługi odsłania w nim parę negatywnych cech. Przede wszystkim ukazuje nam jego tchórzostwo, lęk przed swoim panem, podczas gdy powinien on raczej czuć się jego przyjacielem, z uwagi na powierzone mu dobra. Inne negatywne jego postawy to lenistwo, przez które nie podejmuje żadnego pomnażania tego, co otrzymał. Żyje bez celu, nie podejmując w swoim życiu żadnego działania. Do tego stopnia jest gnuśny, że marnują się w nim wszelkie dary, które mu jego pan powierzył, czyli inaczej wszelkie umiejętności, jakie mu natura dała. W przedstawionej w przypowieści sytuacji owo rozdany pomiędzy sługi majątek symbolizuje różne zdolności ludzkie, a postawa i działanie sług symbolizuje różne nasze zaangażowania, rozwijanie otrzymanych darów w naszym życiu.
Kolejnym aspektem, jaki w naszej analizie możemy zauważyć, jest nagroda za pomnożenie dóbr. Jednakże nie jest to nagroda za współzawodnictwo między nimi i nie jest to też nagroda za spełnienie powierzonego zadania, czyli za uzyskanie dodatkowego procentu. Nie to zostanie nagrodzone. Jak już wcześniej zauważamy, ich pan nie wydaje im konkretnych dyspozycji co do używania lub też zabezpieczenia powierzonego im majątku. Otóż nagrodzone zostaje to, że pomimo iż nie mają wyraźnych poleceń, oni sami podejmują inicjatywę rozwoju i dysponowania majątkiem swojego pana, w celu pomnożenia go. To właśnie za tę niezasugerowaną inicjatywę pan ich nagrodzi. Okazuje się bowiem, że powodem do przysporzenia radości swojemu panu będzie nie tyle samo pomnożenie jego majątku dla zysku, lecz przede wszystkim ich inicjatywa w tym działaniu. I znów przekładając to na nasze życie, dotyczy to rozwoju, chęci do życia i przypodobania się Panu. To właśnie z tego uraduje się on po powrocie do domu. Jego słudzy zostaną hojnie i w niespodziewany sposób wynagrodzeni. Najbardziej jednak zostanie tu nagrodzona postawa tego sługi, który postarał się maksymalnie dać z siebie wszystko, aby zyskać drugie tyle. A ponieważ uzyskał on najwięcej z nich trzech, dlatego na koniec otrzymał dodatkową premię za swoją pracowitość. Natomiast - w przeciwieństwie do niego - temu, który otrzymał najmniej, a przez swoje lenistwo daru nie pomnożył, niespodziewanie zostanie odebrane nawet to, co ma. Można by przypuszczać, że chodzi tu nawet o jego cześć i jego dobre imię.
Jezus przez tę przypowieść chce ukazać nie tyle nagrodę ziemską za działalność człowieka, ile raczej wskazuje na nagrodę w życiu wiecznym. I w zależności od tego, jak owi słudzy przyczynili się do zadowolenia swojego pana pomnożeniem jego dóbr, taka spotka ich nagroda w wieczności. Dwaj pierwsi, którzy pracowali przez okres nieobecności pana, wejdą do jego domu. Zaś trzeci, który majątek swój zakopał, za swoją bezczynność będzie ukarany. Jezus ostrzega nas przed taką postawą lenistwa i gnuśności, abyśmy czasem nie podzielili losu złego sługi, który ze swej głupoty nawet nie podjął choćby najmniejszej inicjatywy pomnożenia tego, co otrzymał. Przypowieść ta jest więc pytaniem skierowanym do nas o nasz rozwój. Jezus celowo adresuje ją do uczonych w Piśmie i faryzeuszy, wskazując na osoby, którym powierzone zostało najwięcej, czyli największe dobra duchowe, znajomość Pisma i wiedza teologiczna. Jezus pragnie wywołać w nich choćby odrobinę refleksji na temat ich rozwoju duchowego, którego u nich nie dostrzegał.
Jezus mówi też i o Paruzji, czyli o powtórnym Jego przyjściu, a także o Sądzie Ostatecznym, który będzie rozliczeniem przed Bogiem z naszego życia. Jak widzimy, wstrząsająca jest sytuacja trzeciego sługi, który nic nie uzyskał. Zapłata dla niego za taką postawę jest nie do pozazdroszczenia. Należy również mocno zwrócić uwagę na czas, jaki jest nam dany na rozwój duchowy, na pomnożenie naszych talentów, zdolności, zanim nadejdzie moment rozliczenia. A dzień ten nadejdzie, o czym Jezus nas zapewnia. I jeśli dla jednych będzie to moment Paruzji, to dla innych, którzy już odeszli, był on po prostu dniem śmierci. Najważniejsze jednak powinno być w nim to, aby dzień ten był dla nas spotkaniem z Bogiem, owym wejściem do domu Pana i oby przypadkiem nie okazał się dramatycznym wyrzuceniem nas na zewnątrz, w ciemności.


Bogusław ze wspólnoty Sempre Piu.

niedziela, 15 czerwca 2014

Którą panną dzisiaj jesteś? - sprawozdanie Bogusia z czerwcowej Szkoły Słowa Bożego nie tylko dla kobiet.

         Tematem niedzielnej Szkoły Słowa Bożego było „Być gotowym na przyjście Jezusa”. Tym razem temat ten zaczerpnięty jest z przypowieści o pannach roztropnych i pannach nie-rozsądnych. Nasz wykładowca, ks. Jan, korzystając z tekstu greckiego Pisma Świętego, jak zawsze objaśnia nam tło i szerzej zakrojony kontekst ewangelicznego wydarzenia, a także przytacza słowa, które na skutek niedoskonałości przekładu zostały inaczej przetłumaczone, bądź pominięte. 
           Jest schyłek działalności Jezusa i atmosfera wokół Niego coraz bardziej się zagęszcza. Jezus już wie, co Go czeka i w tych ostatnich dniach swojego życia, przy pomocy alegoryzującej przypowieści próbuje przyciągnąć do siebie jeszcze tych, których da się zapro-sić. W analizowanym fragmencie Ewangelii Jezus mówi już o potrzebie czuwania i przyrów-nuje czas oczekiwania na powtórne Jego przyjście do jednego z elementów obrzędu godów weselnych, jakie wówczas w Izraelu panowały. Przypowieść ta wpisuje się już w kontekst męki i dlatego Jezus będzie mówił o czuwaniu. Jak już wspomniałem, oparta jest ona o wyda-rzenie wesela, a istotą jej jest aby ukazać konieczność i wytrwałość w czuwaniu. Po głębszym zastanowieniu widzimy tutaj genialnie trafne porównanie oczekiwania gości weselnych na pana młodego, do powtórnego przyjścia Jezusa przy końcu czasów. Przypowieść ta zawiera dwa podstawowe elementy. Po pierwsze jest Oblubieniec, czyli pan młody, który w asyście przyjaciół i rodziny, zmierza do domu swojej Oblubienicy na zaślubiny i ucztę weselną. Drugi element stanowią tutaj panny, czyli druhny panny młodej, które z zapalonymi lampami, pochodniami, mają wyjść na Jego spotkanie. Na przykładzie wówczas panujących zwyczajów, Pan Jezus ukazuje nam, jak to oczekiwanie na Oblubieńca mogło wyglądać. Dość istotnym czynnikiem jest tutaj spóźnianie się pana młodego na ucztę weselną. Druhny, oczekujące na jego nadejście, zapalonymi pochodniami miały go powitać i wprowadzić do domu panny młodej.
Przypowieść ta skierowana jest do nas, wierzących w Jezusa i zawiera wiele symboli. Ukazuje nam ona konieczność czuwania i zadbania o paliwo do lamp, czyli oliwę, aby móc być przez pana młodego, Oblubieńca, zaproszonym na ucztę weselną. Z owym Oblubieńcem utożsamia się tu oczywiście Pan Jezus, natomiast pannami, oczekującymi na Jego nadejście, jesteśmy po prostu my wszyscy w Niego wierzący. Na przykładzie panien mądrych i głupich Pan Jezus ukazuje tutaj dwa typy ludzi. Jedne z tych panien są przezorne i przewidujące, że Oblubieniec może się spóźnić. Zabierają one ze sobą zapas oliwy do swoich lamp, na wypadek dłuższego oczekiwania. Drugie zaś są nierozsądne i lekkomyślne, ponieważ nie zadbały o to, aby ich lampy nie pogasły. Nauczyciel nazywa je więc głupimi. Oliwa, używana tutaj jako paliwo, symbolizuje naszą wiarę, miłość, sprawiedliwość, dobre czyny, zaangażowanie i gorliwość w służbie Bogu. To również cała głębia i żarliwość naszego wnętrza. Jest ona również symbolem Ducha Świętego. Ale ma ona również jeszcze inne znaczenie, a mianowicie takie, że chrześcijanin, to człowiek dobrze zaopatrzony w tę „oliwę”, to syn światłości, czuwający pośród nocy, aż do nadejścia Dnia Pańskiego. Chrześcijanin, to również człowiek miłosierdzia, płonący miłością do Boga i do swych braci, i jak najbardziej człowiek świecący przykładem.
Opowiadanie to jest bardzo dynamiczne, a chodzi w nim właśnie o propozycję Boga, Jezusa, Oblubieńca i odpowiedź tych, którzy na niego czekają. A więc i nasze życie ma być wyjściem ku niemu. Zaś druhnami oczekującymi na Oblubieńca jesteśmy właśnie my. Natomiast obraz wesela w Biblii jest symbolem ścisłej więzi między Bogiem a ludem. I to Bóg zaprasza człowieka na swoje gody. W Oblubieńcu oczekiwanym przez dziesięć dziewic rozpoznajemy już teraz zapraszającego nas Jezusa, a także w Jego ostatecznym przyjściu na końcu czasów. Natomiast liczba dziesięć, dotycząca ilości druhen, symbolizuje tutaj wspólnotę Kościoła jako całość.
Następnym aspektem, na który Nauczyciel zwraca uwagę, jest mądrość. Mądrość w Biblii, to umiejętność dostrzeżenia działania Boga w moim życiu i oddanie Mu chwały. To jest też uznanie, że wszystko jest od Niego. Natomiast odwrotnością tej postawy jest głupota. Według biblijnego przesłania głupotą jest żyć w taki sposób, jakby Boga nie było. Ukazane wcześniej spóźnienie pana młodego ma również w przypowieści istotne znaczenie. Jest to jakby celowe zwlekanie Pana Boga, aby po pierwsze wzmóc tęsknotę w oczekiwaniu na Niego, a po drugie, aby dać czas na nawrócenie. Mądrością w tym znaczeniu jest to, iż należało przewidzieć, że Oblubieniec korzystając z przysługującego mu przywileju może się opóźnić, więc przezornie należało zabrać ze sobą zapas oliwy. W przeciwieństwie do tego, czyli głupotą w tym momencie będzie bezmyślność, niefrasobliwość i zuchwałość w grzechach. Wielu ludzi odczytuje to w ten sposób, że skoro Bóg nie reaguje, to wszystko im wolno. Jest to więc dla nich niejako zachęta do dalszych grzechów, ponieważ Bóg opóźnia się ze swoim karaniem. A tymczasem Bóg właśnie oczekuje, że w naszym życiu dokona się jeszcze głębsze i pełniejsze nawrócenie. Natomiast ogromną nieroztropnością jest spokojnie kłaść się spać, podczas gdy mój „zbiornik” z oliwą jest pusty, moje wnętrze duszy jest puste, moje ręce może są czyste, ale puste.
Gdy więc w końcu nadszedł Oblubieniec, rozległ się krzyk, że Pan nadchodzi. Znużone długim oczekiwaniem panny, które w międzyczasie posnęły, po przebudzeniu szybko zapaliły swoje lampy, aby Go powitać. I stało się. Jedne z nich były gotowe, na wyjście Mu naprzeciw i aby Mu asystować, a drugie niestety nie. Te druhny, których lampy się paliły, weszły więc do domu weselnego. Ich życie było uporządkowane, więc one potrafiły się zatroszczyć o zapas oliwy. Natomiast panny głupie, dopiero o północy zrozumiały swój błąd i w panice poszły ratować się we wstydliwej dla nich sytuacji. Dlatego też jeszcze bardziej oddaliły się od orszaku weselnego. Występująca w przypowieści oliwa, to symbol całego mojego życia wewnętrznego, to również moje uporządkowanie. I tego nie da się ani pożyczyć, ani kupić, ponieważ to jest moja osobista odpowiedź na miłość Boga. A w momencie powtórnego przyjścia Jezusa będzie już za późno na dobre czyny.
Przenosząc akcję przypowieści na nasz europejski grunt i czasy chrześcijaństwa, można by rzec, że owe dziesięć panien symbolizuje również wszystkie dzieci przystępujące do Pierwszej Komunii Świętej. W uporządkowanym życiu ich katolickich rodzin dzieci te uczestniczą w życiu parafii, uczęszczają na coniedzielną Mszę Świętą, przystępują do sakramentów świętych. Można by więc o nich powiedzieć, że one są jak te panny czuwające i jak panny roztropne, czyli mądre. Wszyscy więc mają jednakowe szanse. Jednak z upływem czasu, gdy one dorastają, zdarza się, że niektóre z nich zaczynają tracić wiarę. Przestają uczęszczać na Msze Święte i na nabożeństwa, jak również przestają przystępować do sakramentów świę-tych. Myślę, że przypowieść o pannach mądrych i głupich ma i tutaj zastosowanie. A więc można by też o nich powiedzieć, że gdy taki człowiek wzrasta z dala od Kościoła, to, lapidarnie rzecz ujmując, Pan Bóg potem go nie zna, ponieważ on większość swojego życia żył z dala od Boga.
Przypowieść, którą Pan Jezus kieruje do nas, nie ma nas przestraszyć, albo wpędzić nas w kolejny lęk. Nie. To jest wezwanie do odpowiedzialności za swoje życie. Zaś wezwanie: „Czuwajcie, bo nie znacie dnia ani godziny”, to jest zachęta do nawrócenia, to znaczy do przejścia od głupoty do mądrości. Ale Jezus tak bardzo szanuje ten nasz wolny wybór, że ten wolny wybór będzie decydował o naszym losie, a nawet o naszym zbawieniu. Im więc bardziej trwamy zjednoczeni na modlitwie z Bogiem, tym bardziej widzimy ile w nas jeszcze jest do przemiany i uporządkowania. I oby nas nigdy nie zaskoczyło takie wydarzenie, które tutaj jest opisane. I oby nigdy nie zabrakło nam tej oliwy wiary, miłości i nadziei, potrzebnej do naszego życia.

Bogusław

wtorek, 18 lutego 2014

Ewangelia Św. Mateusza 22, 1 - 14

Streszczenie rozważań z niedzielnej Szkoły Słowa Bożego 16 lutego 2014r.: przypowieść o zaproszonych na ucztę i o stroju weselnym.

W przypowieści tej Pan Jezus zaprasza nas i stara się pozyskać każdego na ucztę - to ostatnie dni Jego ziemskiego życia. Posługuje się podobieństwem Królestwa Niebios do uczty weselnej pewnego króla, który wyprawia wesele swojemu synowi. Zaproszeni przez niego goście nie chcieli przyjść, obawiając się o swoje role i handel, choć wszystko było gotowe.
Jezus nie krytykuje bogactwa, lecz ukazuje że może ono powodować myślenie, iż już Pana Boga nie potrzebujemy.
Co w naszym życiu przesłania Boga? Jakie zajęcia, nawyki,pasje, które nie pozwalają rozwijać się duchowo?

Król ponawia zaproszenie uznając, że niegodni byli pierwsi zaproszeni. Posyła służbę, by zaprosili każdego kogo napotkają, dobrych i złych, aby napełnić salę weselną gośćmi.
Pan Jezus wciąż kieruje swoje zaproszenie do nas, przynagla nas, pokazując, że jeśli nie zajmiemy swojego miejsca, to zrobi to ktoś inny. Jezus jednak nie rezygnuje z nikogo. Czy przyjmuję Jego zaproszenie?

W czasie wesela przychodzi król by przypatrzeć się, jak kto jest ubrany, czy przywdział szatę weselną.
Jeśli nie, to pyta, jak się tu dostał i każe takiego związać i wyrzucić.
Pan Bóg nie jest pobłażliwy, a miłość Boża nie wyklucza wymagań.Nie wystarczy pomyśleć sobie: mam Boga w sercu.Nie wystarczy wierzyć, jeszcze trzeba przyjść. Przyjść na Eucharystię. Przyjść ze znakiem białej szaty chrztu świętego i ubrać się w łaskę uświęcającą.
Jest to przypowieść o każdym z nas,abyśmy nie byli letni w swej wierze, lecz pielęgnowali swoją przynależność do Boga.
Choć liczni byli zaproszeni na wesele nie wszyscy na nim zostali. To Boska tajemnica kto będzie powołany, a nasz wybór dokąd pójdziemy.
Czy chcemy być na weselu ?

Marzena

czwartek, 23 stycznia 2014

W niedzielnej szkole

Pamiętam, gdy czytając w dzieciństwie ukochaną książkę "Ania z Zielonego Wzgórza" zastanawiałam się cóż to takiego "szkółka niedzielna", jak w niej jest, dlaczego w dalekim kraju i w odległych czasach w innej formie dzieci uczą się religii, niż u nas... Ale nie, nie będę rozwijała tego tematu :) Ot, to tylko takie krótkie wspomnienie, które wróciło, gdy usiadłam, by napisać o niedzielnej szkole, do której uczęszcza nasza Wspólnota.
Ile to już lat? Cztery, a może pięć? Ponieważ pamięć zawodzi, powiedzmy, że minął "szmat czasu" odkąd w pallotyńskim domu w Konstancinie Jeziornej ksiądz Jan rozpoczął prowadzenie comiesięcznych spotkań Szkoły Słowa Bożego. Nigdy nie zapomnę pierwszej mojej niedzieli, gdy postanowiłam pojechać na to spotkanie: w grudniowy zimny i ciemny poranek wygrzebałam się zaspana z łóżka i pobiegłam do tramwaju. Na przystanku żywej duszy, jednak przemogłam strach i wyruszyłam w drogę do Konstancina. Od tamtej pory wracam na nasze sesje tak często, jak tylko mogę. Te niedziele są dla mnie wyjątkowo świąteczne i cenne. Niemal za każdym razem, gdy przyjeżdżam, wraca do mnie to samo cudowne przekonanie, że jestem we właściwym miejscu, uczucie bycia bezpieczną, akceptowaną i kochaną, wyjątkowo silne wrażenie bliskości Boga, spotkania z Nim. To także błogosławiony czas, podczas którego często dostaję odpowiedzi na pytania, z którymi przyjeżdżam, przestrzeń, w której otwierają mi się oczy na wiele spraw dotąd zakrytych, czas odkrywania siebie, swojego wnętrza, kształtowania świadomości i postaw.
Śmiejemy się z księdzem Janem od lat, że to szkoła wyjątkowa również z tej przyczyny, że nie ma w niej indeksów, ocen, ani wakacji :) Wstąpić do niej można zawsze, niezależnie od dotychczasowej edukacji religijnej i stopnia wiary, bo Bóg przemawia poprzez swoje Słowo do każdego z nas inaczej, dostosowując rozumienie do naszego poziomu i naszych potrzeb.  
Zapyta może ktoś: a co z egzaminami? Egzamin z życia zdajemy wszyscy każdego dnia, a poznawanie i przyjmowanie Słowa Bożego pomaga nam czynić to coraz lepiej. Nie trzeba się więc obawiać, ale czerpać ile się da :)

Nie tylko mnie ciągnie w niedzielne poranki do domu na Leśnej. Entuzjastów tych spotkań jest obecnie kilkudziesięciu. To właśnie ze Szkoły Słowa Bożego wyłoniła się nasza Wspólnota Sempre Piu :) 
A że strona ta ma nie tylko służyć wspomnieniom i dzieleniu się doświadczeniami, to pozwolę sobie teraz streścić rozważania ks. Jana z ostatniej niedzieli. Niech Duch Święty niesie Słowo tym, którzy na nie czekają. 

Temat: "Zła odpowiedź na Boże zaproszenie. Przypowieść o przewrotnych dzierżawcach". (Mt 21, 33 - 45)

Życie i nauczanie Jezusa zbliża się już ku końcowi, gdy postanawia w przypowieści jeszcze raz opowiedzieć słuchającym Go tłumom o Bożej miłości. Snuje opowieść o dzierżawcach winnicy, którzy zabili sługi, a potem i syna gospodarza, aby zawłaszczyć jego dziedzictwo. Winnicą jest lud Boży, gospodarzem Bóg, a jego syn, to Jezus. Bóg zaufał ludzkiej wolności przekazując w użytkowanie ziemię i jej mieszkańców. Jednak to zaufanie nie zostało odwzajemnione. Dzierżawcy potraktowali winnicę jako swoją własność, uważając, że mogą zrobić z nią co chcą. Nie spostrzegli, że wolność została im dana po to, by dobrze uprawiać winnicę i zbierać z niej plon. By ich ratować, Bóg posłał najcenniejszą Osobę, swojego Syna, Jezusa, lecz ludzie wyrzucili Go z winnicy i zabili.
A teraz postawmy siebie samych w centrum tej opowieści, wśród dzierżawców...
Bóg obdarzył mnie wolną wolą. Jednak wskutek grzechu pierworodnego zostałem "uszkodzony": intelekt nie działa tak, jak było to zamierzone (jak często myli się mi prawda z fałszem?), wolna wola została osłabiona (prawdopodobnie zdarza mi się "słomiany zapał", uleganie pokusom, uzależnienia, postanawianie zmian "od poniedziałku"), uczucia wyrwały się spod kontroli rozumu i woli (namiętności, popędy, działanie wbrew rozsądkowi). Czy zdaję sobie sprawę z tej mojej ułomności i jej przyczyny?
Czy pamiętam, że wszystko co mam, to dar Boga? Czy uświadamiam sobie czasami, że to On mnie karmi, wypłaca mi pensję, uzdrawia, posyła właściwych ludzi we właściwym czasie i zawsze "po coś"? Czy wiem, że moje mieszkanie, samochód, ogródek, żona i przyjaciele, to Jego dary, którymi mam się cieszyć i korzystać z nich w jak najlepszy sposób, dla dobra ludzi i Bożej chwały? Czy Mu za nie dziękuję? I czy nie buntuję się, że Bóg ode mnie czegoś oczekuje, np. żebym mówił prawdę, uczciwie pracował, uśmiechnął się do sprzedawczyni w sklepie, odwiedził chorego, przestrzegał Przykazań i ufał Mu? Czy pamiętam, że całe moje życie to DAR? Czy wpuszczam Boga do swojego życia, jako gospodarza, czy raczej ustanawiam swoje prawa i reguły oraz próbuję Bogu dyktować swoje warunki? Kto zajmuje centralne miejsce w moim życiu - Bóg? czy może ja, moje sprawy, uczucia, "chcenia"? Kto obecnie zasiada na tronie mojego życia?


Żródło grafiki: Internet.

Prawdą wiary jest, że Jezus cierpiał i umarł za nasze grzechy. Nasze, a więc i moje. Zawsze wtedy, gdy mówię Bogu "nie", gdy wchodzę w grzech, to dokładam kamień do Jego męki. W jakich sytuacjach mi się to najczęściej zdarza? W jakich obszarach życia najtrudniej jest mi przezwyciężyć pokusy, wyjść z grzechu? Czy próbowałem sobie kiedyś wyobrazić, że to nie jacyś "oni", oprawcy przed dwoma tysiącami lat biczowali Jezusa, lecz że wśród nich jestem i ja, gdy grzeszę, odchodzę od Boga? Że męka Jezusa, to nie przeszłość, lecz teraźniejszość, cierpienie zadawane Bogu przez kolejne pokolenia?
I mimo tego wszystkiego Bóg wciąż mnie kocha, Bóg wszechmocny i potężny "ma słabość" do człowieka, do mnie... Bóg nie eksperymentuje z ludzką wolnością. Raz ją podarowawszy, nigdy mi jej nie odbierze. Dając dar wolności składa zaproszenie do relacji z Nim i oczekuje odpowiedzi, lecz do niczego nie zmusza. W jakiego więc Boga wierzę? Czy to jest rzeczywiście Bóg objawiony w Ewangelii? Osoba? Poznać Boga prawdziwie można w swoim życiu tylko nawróconym całkowicie sercem. Człowiek sam nie jest do tego zdolny. Prośmy więc, aby Bóg uzdalniał nas do poznawania Go takim, jakim jest naprawdę i abyśmy potrafili jak najlepiej odpowiadać na Jego "wybraństwo". 

Dorota